sobota, 14 lutego 2009

Niepełnosprawna... ?!


        Niepełnosprawna – tak określa mnie prawo i większość ludzi.
        Ja osobiście wolę jednak myśleć i mówić o sobie oraz mnie podobnych: ludzie z niepełnosprawnością.

        Brzmi to sztucznie? To tylko pozory i kwestia przyzwyczajenia. Jakoś nie przeszkadza nam, gdy mówimy: kobieta z blond włosami. I jednak inaczej to brzmi, niż blondynka, nieprawdaż? Mówimy też mężczyzna w okularach, a nie okularnik, osoba z nadwagą, a nie grubas. Choć nie brakuje nam określeń, takich jak wysoki, niski, szczupły, uprzejmy, niegrzeczny, to nie da się ukryć, że zwroty te klasyfikują osoby tak określane do pewnej kategorii, określają je niejako w całości, charakteryzują. Tak samo jak określenie: niepełnosprawny. Wysoki, to znaczy człowiek dużego wzrostu, szczupły to taki, który nie waży zbyt dużo. A niepełnosprawny? To taki, który nie jest w pełni sprawny. Trochę to masło maślane, czyż nie? Spróbujmy więc ująć to inaczej: niepełnosprawny, to taki co nie wszystko może zrobić. Pytanie jednak - a kto może wszystko zrobić?
        Jakby nie tłumaczył, tak zapędzamy się sami w kozi róg - i tyle.

        Popatrzmy zatem z innej strony.
        Niepełnosprawny (podobno) jest Stephen Hawking, 62-letni genialny fizyk, profesor w Cambridge, uchodzący za następcę oraz kontynuatora Newtona i Einsteina, autor bestsellerów (m.in. „Krótkiej historii czasu”) popularyzujących wyniki najnowszych odkryć naukowych. Niejeden z Was chciałby mieć taki umysł, jak On.
        A jak określić Johna F. Kennedy’ego, znanego jako człowiek pełen werwy i swoistego uroku, który odbył służbę wojskową w US Navy i - jak wszyscy wiedzą - przeszedł przez wszystkie etapy kariery politycznej, aż do prezydentury, choć z powodu choroby Addisona przerywał studia, cierpiał z powodu urazu kręgosłupa (w czasie wojny dowodzony przez niego kuter został staranowany przez Japończyków), walczył z potwornym bólem i niemal balansował na krawędzi życia?
        A Franklin Delano Roosevelt, który po chorobie Heinego-Medina poruszał się na wózku, ale urząd prezydenta sprawował nieprzerwanie przez 12 lat (cztery kadencje), najwięcej razy w historii – aż trzykrotnie – w latach 1932, 1934 i 1941 zdobywał tytuł Człowieka Roku magazynu Time i był pierwszym amerykańskim prezydentem, który otrzymał ten tytuł?
        A Henri Toulouse-Lautrec, malarz/grafik - wybitny przedstawiciel postimpresjonizmu, który cierpiał na wrodzoną, genetyczną wadę kości, w wyniku czego złamał w dzieciństwie obie kości udowe i jako dorosły człowiek, miał tors i górne kończyny o normalnych proporcjach, natomiast dolne – bardzo krótkie (miał ok. 1,50 m. wzrostu)?
        Fiodor Dostojewski - tak, ten od "Zbrodni i kary" - cierpiał na epilepsję. Beethoven zaczął tracić słuch w wieku 27 lat, a będąc całkowicie głuchym, stworzył swoje najlepsze, jak twierdzą znawcy tematu, dzieła, m.in. IX Symfonię (myślał na premierze, że dzieło poniosło klęskę, dopiero gdy przyjaciele wskazali mu rozgorączkowaną publiczność zorientował się, że tak nie jest).

        I jak wyglądają w porównaniu z Nimi ci, których należałoby - siłą rzeczy - określić jako pełnosprawnych?

        Dlatego właśnie wolę określenie „osoba z niepełnosprawnością”, jak kobieta z długimi nogami :), a że mam ich cztery i obie pary długie, oznacza tyle, że je mam. Podobnie jak jasne włosy. I choć mówię o sobie czasem blondynka (i nie da się tego ukryć), i choć nie jestem geniuszem, to nie przeszkadzało mi to dotychczas i nadal nie przeszkadza pisać dobrych projektów (sprawdziły się w praktyce), skończyć studia (mimo że należę do 45+) prowadzić firmę (w przeszłości) i organizację (obecnie).

        Jednym słowem: mam problem, ale nie jestem problemowa.
        A to jednak zupełnie coś innego, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz